piątek, 27 września 2013

I am an emotional girl


Doświadczam. Wszystkiego. Każda jedna emocja dotyka mnie swoim barwnym, dźwięczącym skrzydłem. Szary smutek kołysze, szumi, urywa oddech. Tęczowa radość świergocze i trzepocze.  Błękitna tęsknota zostawia smugi na wewnętrznym niebie. Pomarańczowe podekscytowanie bulgocze. Granatowa cierpliwość bezwonna i bezszelestna. Fioletowa wdzięczność wibrująca. Żółta złość grzmiąca. Brązowe rozczarowanie wzdychające.
Zachwycają mnie wszystkie.

Wszystkie razem tworzą niezwykłą pieśń, której mogą pozazdrościć nawet wieloryby. I choć wydawać by się mogło, że każda z osobna tak drastycznie różna, mają wspólną cechę. To moment zatrzymania. Ciszy. Bycia. Kiedy nie ma nawet najdrobniejszej fali. Kiedy milknie dźwięk. Kiedy znikają kolory. Gdybym wyjęła choć jedną z mojego życia, pieśń trąciłaby fałszem.

Kiedy przychodzi więc smutek, wyciągam deskę surfingową i wskakuję na najwyższą falę. I choć nie potrafię pływać, fala sama mnie unosi aż do swojej śmierci na brzegu. Radość witam z otwartymi ramionami, w sukni w kolorowe kwiaty wyplatam dla niej wianki z rumianku. Gdy odwiedza mnie tęsknota zamieniam się w wiatr i jestem wszędzie, wkradam się pod bluzkę, między włosy, pod powieki, a mój powiew jest tak mocny, że zostawia ślady na spokojnej tafli jeziora. Z podekscytowaniem gram w klasy, albo przerzucam się kauczukowymi piłeczkami, które odbijają się od ścian mojego szczęścia i nie mają zamiaru przestać podskakiwać. Kiedy zjawia się cierpliwość… No… Wtedy zamieniam się w maleńką kroplę, która nie ma swojego początku ni końca, ale ma jeden cel, spłynąć po wielkiej skale i wydrążyć w niej nowe wgłębienie. Wdzięczność sprawia, że jestem białym puszkiem wolno opadającym to tu to tam, a wszędzie gdzie zawita kiełkują nowe źdźbła trawy. Ze złością to krótko i na temat, jeden wybuch wulkanu i po sprawie, pali się stare i nie ma do czego wracać… A przy rozczarowaniu, tu jakby samym westchnieniem się staję…

A potem nadchodzi ona… Cisza. Błoga. Obecna. I nie wiem czy ja przytulam ją, czy może ona mnie…


Jaki z tego morał? Tak do końca to nie wiem… Może taki, że obawiam się tych, którzy nie potrafią się porządnie wkurwić.

4 komentarze:

  1. Wiesz, że wszystkie wieloryby śpiewają tą samą pieśń? Pieśń się czasami zmienia, ponieważ samice są zainteresowane nowymi melodiami, które odcinają się od chóru tak samo brzmiących głosów. Po czasie reszta wielorybów uczy się nowej pieśni i tak na okrągło. To nie jest zmyślona historia :)
    Kiedy więc przyjdzie smutek zmień słowa pieśni Agnieszko i naucz się jej, jakbyś uczyła się nowego życia.
    Uściski jak najserdeczniejsze :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ładna historia... :) zbadam mam nadzieję osobiście już niebawem...
      A kiedy przyjdzie smutek, niech przychodzi, już się go nie boję... bo on jedynie po powierzchni się przechadza, a w głębinie cisza... :)
      lubię być ściskana więc się dam ścisnąć :*

      Usuń
  2. Piękny kolorowy bukiet emocjonalny Agnieszko, każda Emocja jest w nim pożądana i niezbędna dla całości... Rzeczywiście takich zawsze stoicko spokojnych... to lepiej unikać.
    Otulam podziwem :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Otulona podziwem zostałam, cudownie tak się uścisnąć :) Twój podziw podziwia mój, a mój Twój :*

    OdpowiedzUsuń

Aloha! Niech ta przestrzeń posłuży Twojej duszy, Twojemu sercu i zachęci do bycia blisko siebie :-)