wtorek, 1 października 2013

With gratitude


Nocą odwiedził mnie pewien mędrzec. Jego wyrzeźbiona liniami życia twarz zdradzała mi wszystkie tajemnice. Nasze oczy spotkały się na kilka sekund, choć mogę przysiąc, że patrzyliśmy na siebie całą noc. Nie padły żadne słowa. Nie musiały. Nikt z nas nie zrobił żadnego ruchu. Nie musiał. Nikt z nas nie wykonał żadnego gestu. Nie trzeba było. Tylko oczy. Słały strumieniem wszystko to, co mogły by wyrazić słowa, czym mogłoby przemówić ciało. I nie było ważne kto patrzy w czyje oczy. I zanurkowałam w czarnej dziurze, skoczyłam bez lęku, za przewodnika mając jedynie oddech. Alicja przeszła. Biały królik nie był potrzebny. Czas nie miał znaczenia. I choć to ja skoczyłam, miałam wrażenie, że on zrobił to samo.
Oczy… tylko oczy… Skąd ja je znam… Gdzieś je już widziałam…

I choć nie padły słowa, wiedziałam co chce mi przekazać… Czułam każdą jedną literę swobodnie przepływającą do mego wnętrza. Ruch bez ruchu. Falowanie. Przepływ. Radość.

Po prostu bądź. Doświadczaj. Oddychaj. Połóż się w troskliwych objęciach życia. Ufaj. Kochaj. Patrz.

A kiedy wyszłam z łona nocy, wiedziałam, że odwiedził mnie Lao od Tao…

I obudziła się we mnie jeszcze większa wdzięczność… W pierwszych promieniach słońca dostrzegłam dłonie nowego dnia pełnego cudów. Składam więc ręce na sercu i sama nie wiem kiedy z oczu zaczynają mi płynąć ciepłe strumienie wdzięczności. Kocham i jestem kochana na tyle różnych sposobów, że nie sposób ich wymienić. Jestem tak jak chcę być. Wybrałam to, co mi służy, słucham ciała i tego czym chce być karmione, jak pielęgnowane, kiedy ma pracować, a kiedy odpoczywać. Wszelka obfitość płynie do mnie korytami mocnej rzeki codzienności niosąc wszystko to, czego potrzebuję na dany moment, a nawet więcej. Idę tam, gdzie chcę iść. Spotykam tych, których mam spotkać. Jestem blisko siebie, tak blisko, że nie mam ochoty wypuszczać się z ramion. Wszystko mi sprzyja, układa się samo, naturalnie. Sama dla siebie jestem Prometeuszem, zapalam światło tam, gdzie wewnętrzne mroki.

I choć może się to wydawać sielskie, anielskie i nazbyt błogie to właśnie takie jest. Tak wybrałam. Takiego wyboru dokonuję każdego dnia, a czasem nawet kilka razy w ciągu dnia. A kiedy zdarzy mi się zapomnieć o tym jaką szczęściarą jestem, zawsze zjawia się coś lub ktoś by mi o tym przypomnieć. Czasem jest to Lao od Tao, a czasem puchate chmury na niebie sunące w tylko sobie znanym kierunku…

Patrzę- Widzę.
Milczę- Słyszę.
Oddycham- Czuję.
Dziękuję.


3 komentarze:

  1. Ja też dziękuję :)))
    I jeszcze raz dziękuję :)))
    Podziękowań nigdy za wiele... dziękuję :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niech się mnoży to, za co dziękujesz :)))
      ściskam :))

      Usuń

Aloha! Niech ta przestrzeń posłuży Twojej duszy, Twojemu sercu i zachęci do bycia blisko siebie :-)