Nocą odwiedził mnie pewien mędrzec. Jego wyrzeźbiona liniami
życia twarz zdradzała mi wszystkie tajemnice. Nasze oczy spotkały się na kilka
sekund, choć mogę przysiąc, że patrzyliśmy na siebie całą noc. Nie padły żadne
słowa. Nie musiały. Nikt z nas nie zrobił żadnego ruchu. Nie musiał. Nikt z nas
nie wykonał żadnego gestu. Nie trzeba było. Tylko oczy. Słały strumieniem
wszystko to, co mogły by wyrazić słowa, czym mogłoby przemówić ciało. I nie
było ważne kto patrzy w czyje oczy. I zanurkowałam w czarnej dziurze, skoczyłam
bez lęku, za przewodnika mając jedynie oddech. Alicja przeszła. Biały królik nie był potrzebny. Czas nie miał znaczenia. I choć to ja skoczyłam, miałam
wrażenie, że on zrobił to samo.
Oczy… tylko oczy… Skąd ja je znam… Gdzieś je już widziałam…
I choć nie padły słowa, wiedziałam co chce mi przekazać…
Czułam każdą jedną literę swobodnie przepływającą do mego wnętrza. Ruch bez
ruchu. Falowanie. Przepływ. Radość.
Po prostu bądź. Doświadczaj. Oddychaj. Połóż się w
troskliwych objęciach życia. Ufaj. Kochaj. Patrz.
A kiedy wyszłam z łona nocy, wiedziałam, że odwiedził
mnie Lao od Tao…
I obudziła się we mnie jeszcze większa wdzięczność… W
pierwszych promieniach słońca dostrzegłam dłonie nowego dnia pełnego cudów.
Składam więc ręce na sercu i sama nie wiem kiedy z oczu zaczynają mi płynąć
ciepłe strumienie wdzięczności. Kocham i jestem kochana na tyle różnych
sposobów, że nie sposób ich wymienić. Jestem tak jak chcę być. Wybrałam to, co
mi służy, słucham ciała i tego czym chce być karmione, jak pielęgnowane, kiedy
ma pracować, a kiedy odpoczywać. Wszelka obfitość płynie do mnie korytami
mocnej rzeki codzienności niosąc wszystko to, czego potrzebuję na dany moment, a nawet więcej.
Idę tam, gdzie chcę iść. Spotykam tych, których mam spotkać. Jestem blisko
siebie, tak blisko, że nie mam ochoty wypuszczać się z ramion. Wszystko mi
sprzyja, układa się samo, naturalnie. Sama dla siebie jestem Prometeuszem,
zapalam światło tam, gdzie wewnętrzne mroki.
I choć może się to wydawać sielskie, anielskie i nazbyt
błogie to właśnie takie jest. Tak wybrałam. Takiego wyboru dokonuję każdego
dnia, a czasem nawet kilka razy w ciągu dnia. A kiedy zdarzy mi się zapomnieć o
tym jaką szczęściarą jestem, zawsze zjawia się coś lub ktoś by mi o tym
przypomnieć. Czasem jest to Lao od Tao, a czasem puchate chmury na niebie
sunące w tylko sobie znanym kierunku…
Patrzę- Widzę.
Milczę- Słyszę.
Oddycham- Czuję.
Dziękuję.

:)
OdpowiedzUsuńJa też dziękuję :)))
OdpowiedzUsuńI jeszcze raz dziękuję :)))
Podziękowań nigdy za wiele... dziękuję :)))
niech się mnoży to, za co dziękujesz :)))
Usuńściskam :))