sobota, 4 maja 2013

Simple things...


Zobacz. Poczuj. Posmakuj. Mówi do mnie ulotka kisielu znaleziona wczoraj w skrzynce na listy… Śmieszne… Piękne… Oczywiste… Zwykłe… Takie proste! Czy chcesz zobaczyć? Czy masz gotowość by poczuć? Czy odważysz się posmakować? ŻYCIE. To, które toczy się właśnie dziś… Nie wczoraj, nie jutro, dziś… Jeśli coś ci się w nim nie podoba, zmień to, tak by widzieć, czuć, smakować, by bez niestrawności, filtrów i konserwantów... Mieszaj składniki swojego życia wedle upodobania, dodawaj, odejmuj, smakuj. Nie od razu będą to delicje. Nie raz przesolisz, nie raz pikanterii za dużo, nie raz jałowe, gorzkie albo nijakie. Ale nie poddawaj się. Wybieraj. Odrzucaj. Przecedzaj. Wkrawaj. Mieszaj. Zobacz, poczuj, posmakuj.

Swoje przygody kulinarne zaczynałam od gotowania właśnie kisielu… To było czyste szaleństwo! Potem awansowałam do budyniu i sztuki upilnowania mleka by nie wykipiało. Kolejny etap to gotowanie ziemniaków, makaronu. A pomiędzy sterta pokrojonych warzyw, umytych naczyń, wyrzuconych śmieci, zrealizowanych list zakupowych… Praca u podstaw. Choćby się klęło każdego dnia, to właśnie ona daje szkielet całej późniejszej konstrukcji. Trening duchowy, gdzieś daleko… Codziennie rano musiałam pokroić ok 15 cebul nożem, którym trudno by było nawet sobie żyły podciąć, nożem tak tępym, że przy 3 cebuli miałam odciski na palcach… Służba… Praca u podstaw. Bez cebuli nie ma posiłku. Ziemia, a przecież dla ducha przyleciałam rok temu do Indii. A jakże to tak z cebulą karmę czyścić? No… Po dwóch miesiącach załapałam, że właśnie tak… Że można, wystarczy zobaczyć możliwości jakie daje zwykłe krojenie cebuli czy obieranie czosnku (w ilościach wiadomo jakich…). Umysł się wyciszał. Skupienie. Uważność. Radość z tego, że kosteczki cebuli wychodzą coraz równiejsze, że gospodyni się dziwuje, że tak też można… Nie potrzebne żadne wielkie czary mary hokus pokus. Czasem wystarczy przez kilka miesięcy kroić cebulę…

Smakuje mi moje życie. Smakują mi sytuacje jakie ono przynosi. Smakują ludzie do niego zaglądający. Smakują chmury na niebie. Smakuje zieleń na mnie, we mnie, na zewnątrz. Smakuje kawa. Smakuje muzyka. Smakują rozmowy. Smakuje cisza. Jeśli coś mi przestaje odpowiadać, zmieniam to. Małymi kroczkami. Dzień po dniu. Coraz mniej wymuszając. Coraz częściej idąc przed siebie i rozglądając się na boki. Bo Wszechświat mówi do mnie, mówi w każdej jednej sekundzie. Temu dialogowi nie  ma końca. Nie potrzebuję już dowodów. A teraz proszę niech zaszumi, zabulgocze i oko się objawi zza chmur, albo Archanioł we własnej osobie z mieczem objawi co czynić winnam… Wystarcza mi pytanie zadane w głowie, prośba o prowadzenie, choć JEGO prosić nie trzeba… Bo ON na każdym kroku daje. ON tylko daje. Moim zadaniem zobaczyć. Poczuć. Posmakować. Podziękować. Iść dalej. Robić swoje. Ufać. Bo przecież wszystko jest idealne. Na swoim miejscu. Wszystko jest możliwe. Banał. Może. Nie wiem. Nie mnie to oceniać. Wiem jak mam, wiem co wybrałam w swoim życiu. Wiem jak chcę. Weryfikuję. Uwalniam. Poddaję się. Czasem kilkanaście razy dziennie. Bywa, że siadam i płaczę, bywa, że po pięciu minutach się uśmiecham bo płacz nad iluzjami nie ma sensu i jakaś miałkość tego płaczu... W każdym momencie idealność chwili onieśmiela, wzrusza. Nastawiam się na odbiór. Dialog. Przepływ. Wymianę. Bo ON JEST i cieszy się z każdej jednej myśli, nawet jeśli czasem przeklniesz, nawet… Bo lepsze zdrowe wkurwienie niż bogobojne klęczenie… Tak. Przepraszam. Ale właśnie tak czuję. Bo to, co z serca… ON tylko z serca inaczej nie ma sensu się zmuszać. Daruj sobie przeciąganie liny, szarpaninę. Lepiej idź spać, szkoda energii, prąd drogi. Oszczędzaj światło. Własne… Może jutro…

Coraz częściej udaje mi się odłożyć lęk na bok i kochać to, co jest. Lęk jest tym, co jeszcze nie nadeszło. I może nie nadejdzie. Więc… wolę kochać to, co jest. Wzruszać się. Widzieć. Czuć. Smakować. Tak po prostu, bez egzaltacji, wzlotów, odlotów. Tak czuć. I przypominać sobie czem prędzej gdy na chwilę się zapomni. Oddech. Przypominacz natychmiastowy. Dziękuję. Prosta czynność, a potrafi zdziałać cuda.
A kiedy stworzysz genialną mieszankę życia, rozkoszuj się każdym łykiem… A kiedy inni zechcą skosztować, nalej szczerze, nigdy Ci nie zabraknie. A kiedy pochwalą… daj się docenić… Bo zrobione z miłości, bez pychy, ego, dumy. Przyjmij z wdzięcznością… Doceń siebie, JEGO, ich. I dalej rób swoje…

4 komentarze:

  1. degustacja życia - fajna sprawa, chyba o to właśnie chodzi. nie spróbujesz, nie dowiesz się. chyba że czujesz, że coś totalnie nie jest w twoim guście (smaku).

    smaczny dzień dziś był ;)
    monia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj smaczny... i taki skrojony na potrzeby aktualne. nie przeszkadzać życiu :) czasem to naprawdę wystarcza, czasem to jedyne co trzeba robić, żyć i nie przeszkadzać smakom pojawiać się lub znikać :)

      Usuń
  2. I appreciate tea to warm our hearts, very calming! My favorite might be jasmine but there are so many more to try. . . I feel your open heart and your expansion through your writing. I like your perspective and your courage, thank you for sharing.
    I wish you also plenty of sunshine in your days and stars to dream by at night. Keep dreaming and adding your perspective to our world. I am always surprised by the depth and personality in your gorgeous words.
    Here's to your heart and gifts,
    Risa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tea... I love green tea, oolong... You need to come to Poland for my tea ceremony with home made cookies ;-)
      Thank you for small talk with me ;-)
      Mango hugs ;-)

      Usuń

Aloha! Niech ta przestrzeń posłuży Twojej duszy, Twojemu sercu i zachęci do bycia blisko siebie :-)