Do szczęścia potrzeba mi jak powietrza:
- powitania księżyca gdy wschodzi na niebo i
pożegnania gdy ustępuje miejsca słońcu
- błękitu nieba choćby między blokami gdzie
mieszkam i migotliwych gwiazd, które dają zdrowy dystans, kiedy robię się
nazbyt drażliwa na swoim punkcie
- oddechu coraz mocniej poruszającego żebrami,
który prowadzi mnie ku obecności
- uśmiechu do samej siebie, nawet kiedy oczy
zaspane
- obserwowania własnego marszu i tego jak stopy
bawią się z podłożem, jak coś oczywistego staje się zachwytem
- czucia wiatru na skórze, we włosach, w rzęsach, nawet
jeśli mroźny
- porannej rosy z tęczowymi refleksami, w których odbija
się twarz Boga
- muzyki wchodzącej w ciało i niosącej mnie gdzieś, po
nic
- białego piórka wolniutko opadającego na moje
okno
- ciszy w ciemności, w której głównym mówcą jest
mój oddech
- tańca, który jest podążaniem ciała za ruchem, nie zaś czymś wyuczonym
- dymu kadzidła leniwie tworzącego zmyślne
kształty
- płomienia świecy tuż po zmroku
- spontanicznego śpiewu, który wibracją rozbija blokady
- ciepła drugiego człowieka, który nie jest
automatem
- wyszukiwania tęczy tuż po letniej burzy
- własnego ciała, które w jogicznych wygięciach
dociera do granic, które ciągle można przesuwać
- otwartej przestrzeni, gdzie wszystko dopiero się
zaczyna, wystarczy, że zrobię krok w dowolną stronę
- ...
- ...
- ...
Przede wszystkim do szczęścia potrzeba mi samej
siebie. Mnie otwartej na to, co spotykam. Mnie otwartej na to, co przychodzi.
Mnie otwartej na innych. Mnie otwartej na to, co przede mną, za mną, obok, i
wszędzie dookoła. I mogę to nazwać szczęściem, ale tak naprawdę to „zwykłe”
życie przecież jest…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Aloha! Niech ta przestrzeń posłuży Twojej duszy, Twojemu sercu i zachęci do bycia blisko siebie :-)