wtorek, 19 marca 2013

Potrzeby dnia powszedniego


Do szczęścia potrzeba mi jak powietrza:

- powitania księżyca gdy wschodzi na niebo i pożegnania gdy ustępuje miejsca słońcu
- błękitu nieba choćby między blokami gdzie mieszkam i migotliwych gwiazd, które dają zdrowy dystans, kiedy robię się nazbyt drażliwa na swoim punkcie
- oddechu coraz mocniej poruszającego żebrami, który prowadzi mnie ku obecności
- uśmiechu do samej siebie, nawet kiedy oczy zaspane
- obserwowania własnego marszu i tego jak stopy bawią się z podłożem, jak coś oczywistego staje się zachwytem

- czucia wiatru na skórze, we włosach, w rzęsach, nawet jeśli mroźny
- porannej rosy z tęczowymi refleksami, w których odbija się twarz Boga
- muzyki wchodzącej w ciało i niosącej mnie gdzieś, po nic
- białego piórka wolniutko opadającego na moje okno
- ciszy w ciemności, w której głównym mówcą jest mój oddech
- tańca, który jest podążaniem ciała za ruchem, nie zaś czymś wyuczonym
- dymu kadzidła leniwie tworzącego zmyślne kształty
- płomienia świecy tuż po zmroku
 - spontanicznego śpiewu, który wibracją rozbija blokady
- ciepła drugiego człowieka, który nie jest automatem
- wyszukiwania tęczy tuż po letniej burzy
- własnego ciała, które w jogicznych wygięciach dociera do granic, które ciągle można przesuwać
- otwartej przestrzeni, gdzie wszystko dopiero się zaczyna, wystarczy, że zrobię krok w dowolną stronę
- ...
- ...
- ...

Przede wszystkim do szczęścia potrzeba mi samej siebie. Mnie otwartej na to, co spotykam. Mnie otwartej na to, co przychodzi. Mnie otwartej na innych. Mnie otwartej na to, co przede mną, za mną, obok, i wszędzie dookoła. I mogę to nazwać szczęściem, ale tak naprawdę to „zwykłe” życie przecież jest…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Aloha! Niech ta przestrzeń posłuży Twojej duszy, Twojemu sercu i zachęci do bycia blisko siebie :-)