środa, 6 marca 2013

Pogadamy?

Mówią, dobrze waż słowa… Ale jak się owo ważenie odbywa? Gdzie rozstawić niewidzialną wagę na litery, już w umyśle? A może w sercu, gdzie się czasem zakotłuje? Czy może dopiero na języku, tuż przez ubraniem ich w szmatki dźwięcznych wibracji? I na jakiej podstawie się owo ważenie odbywa? I skąd ta waga wie, że miłość lżejsza od niechęci, że radość ledwo szali dotyka, a smutek to ciągnie w dół setką kilogramów, że NIE cięższe od TAK…

Słowo… Przedziwna z nim sprawa. Bo coś, co powstaje w niewidzialnej strefie mnie w mgnieniu oka może stać się materią, która wpływa na tego z kim się słowami wymieniam. Teoretycznie coś co nie istnieje może kogoś przyprawić o smutek czy radość, może zabrać mu oddech, a może go uskrzydlić. Zaczynam pojmować, że sama jestem ową wagą i w chwili gdy sobie to uświadamiam, jakoś coraz mniej słów chce mi się wypowiadać. Odpowiedzialność za słowo się odzywa. A przecież mogę się mylić i mylę się tak często… W zasadzie dziwię się, że przy takiej częstotliwości błędów wypowiadanych, dlaczego mi jeszcze nikt nie zabronił milczeć po wsze czasy?

Są słowa balsamy, które samoczynnie nakładają się na nasze poranione stany osobowości, koją, przynoszą wręcz natychmiastową ulgę i to nic, że trwają tylko do chwili wchłonięcia się ochronnej warstwy. Liczy się moment ulgi. Są słowa dające nadzieję, które w chwili wypowiedzenia są soczystym pąkiem kwiatu, ale jeszcze nie wiadomo jakiego koloru. Więc czekasz cierpliwie aż się ujawni w pełni, nawet jeśli zajmie to trochę czasu. Są słowa koła ratunkowe, których tonący chwyci się desperacko, a kiedy już w ich bezpiecznych literach się znajdzie, doznaje pocieszenia. Są słowa kolce, które całą swoją ostrością wbijają się boleśnie w serce i nawet słowo balsam tu niewiele może zdziałać. Bywa, że czas je starczą ręką usuwa, ale zanim to nastąpi nie wiesz jak długo zadra będzie ból sprawiała… Są słowa pracujące w tartaku, które z mocą metalowych zębatek tną wszystko co pod nie wpadnie, są w stanie przepołowić nawet miłość. Są słowa niewypowiedziane, które i tak wiesz co z sobą niosą, choć przecież się jeszcze nie urodziły. Ale i tak wiesz bo sama zbyt wiele razy wstrzymałaś zdania, ważyłaś, mierzyłaś, a kiedy już odwagi się uzbierała odpowiednia ilość, nagle niewypowiedziane traciło datę ważności... Są słowa bukiety, którymi chce się obdarowywać bliskich. I wtedy układasz jedno z drugim tak by kompozycję tworzyły idealną, by pachniały, by wabiły, by rozpieszczały. Są słowa, których brak bo giną w obliczu tego, co jest…

Czasem pozostanie w ciszy jest najlepszą odpowiedzią, nawet jeśli druga strona bardzo słowa wypatruje, potrzebuje, pragnie. Bo przychodzą dni, kiedy nawet zwykłe pytanie: - Jak spałaś? Niesie z sobą taki ciężar, że język nie ma siły by odpowiedź udźwignąć. Ostatnio odkryłam także słowa, których wypowiadać nie trzeba. Ich siła rażenia jest tak wielka, że milknie aparat mowy, a cała moc kieruje się do oczu, serca, duszy. I nie ma siły, by coś źle odczytać… Jeśli masz chęć wpaść na herbatę, właśnie tak bym z tobą porozmawiać chciała, choćby chwil kilka. Milcząc świetnie się rozmawia… Ale i w tej sprawie mogę się mylić...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Aloha! Niech ta przestrzeń posłuży Twojej duszy, Twojemu sercu i zachęci do bycia blisko siebie :-)