Dawno dawno temu żyła sobie księżniczka. A może to wcale nie
było tak dawno? Sama już nie wiem do końca, ale jedno jest pewne, księżniczka
istniała naprawdę. Mieszkała w pięknym zamku, nosiła piękne stroje, zdobiły ją
piękne klejnoty, otaczali piękni ludzie, a kiedy przyszedł czas, otrzymała
pięknego męża, który o nią pięknie dbał. Ale z jakiegoś powodu księżniczka
wcale nie była szczęśliwa i dziwowała się tym, którzy takiego życia jej
zazdrościli.
Gdzieś, ktoś opowiedział jej historię o pewnym hinduskim księciu,
który podobnie jak ona, żył pięknie, otaczał się pięknem, ale w środku czegoś
mu brakowało, podobnie jak jej... I wyruszył przed siebie, zostawiając za sobą wszystko, co piękne.
Podobno znalazł. Podobno dostąpił. Podobno poszło za nim wielu kolejnych.
Zadumała się księżniczka nad tymi opowieściami. Nie
wyobrażała sobie, żeby tak jak ów książę wyjść w nieznane. Gdziekolwiek się
nie udała, choćby nie wiadomo jak nowe było to miejsce, odczuwała ten sam
smutek i pustkę…Trapiły ją te same pytania, a odpowiedzi próżno szukała w
nowych sceneriach pałacowych posiadłości. Po chwilowej fascynacji i zachwycie,
powracały znaki zapytania…Dlatego nigdy nie zdecydowała się na ucieczkę poza granice królestwa. Wiedziała, że wszędzie będą ją nurtowały te same zagadnienia...
Pewnej nocy przyśnił jej się hinduski książę, powiedział, że
zwą go teraz Budda. Biła z jego twarzy niezwykła jasność, tak silna, że
księżniczka musiała zmrużyć oczy. Patrzył na nią, uśmiechał się, a ona zadawała
mu tyle pytań. Nie otrzymała odpowiedzi na żadne z nich. I kiedy już zaczęła
się mocno denerwować, a oczy zaszły łzami bezradności, Budda podszedł do niej,
ujął twarz w swoje dłonie, a kiedy oczy z oczami się spotkały, nagle wszystko
stało się jasne. I już nie były potrzebne żadne odpowiedzi, bo i pytań
zabrakło. Uśmiechnęli się do siebie i trwali w magicznej przestrzeni, gdzie nie
ma potrzeby by cokolwiek mówić.
Kiedy obudziła się, piękny książę ucałował jej piękne usta,
a gdy spojrzał jej w oczy, poraził go bijący z nich blask. Pokochał swą księżniczkę jeszcze
bardziej, a w nadchodzących dniach, miał się przekonać, że ona też go jednak
kocha i już nigdzie nie chce wyruszać…
Postanowiła więc pozostać tu gdzie jest, otoczona tym, co
jest. Porzuciła konne wyprawy po królewskich ziemiach i już nigdy więcej nie
czuła, że czegoś jej brakuje tam, w samym środku niej. Księżniczka nikomu nie
tłumaczyła niczego, nikt też o nic nie pytał, ale też nie potrafiłaby niczego wyjaśnić.
Wszystko się zmieniło, choć
pozostało takie samo…
PS Ot, takie nocne bajanie, więc próżno pytać "co autor miał na myśli". Może nic, a może wszystko? Tego się nie dowiemy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Aloha! Niech ta przestrzeń posłuży Twojej duszy, Twojemu sercu i zachęci do bycia blisko siebie :-)