niedziela, 6 stycznia 2013

Konstrukcja pełna szczęścia


Jestem szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa i już tak mało marudzę, narzekam, kręcę nosem... Jest mi coraz lżej z samą sobą, a kiedyś ledwo siebie trawiłam… I dziś o poranku dotarło do mnie jak bardzo zwykłe jest to szczęście. Jak jedno piętro konstrukcji mnie całej, łączy się z kolejnym i jak z dnia na dzień powstaje coraz piękniejsza budowla.

Wstałam szczęśliwa chwilę przed 6 rano. Sokowirówka zaburczała i wydała sok marchewkowo-buraczny. Maszyna została umyta. Potem surówka z selera i jabłka. Tarka umyta. Potem zmiażdżone avocado i kanapki na cały dzień, herbata w termos, ciepłe ubranie przygotowane. I nagle, po środku tych wszystkich spraweczek odkryłam moje całe szczęście. Wzruszyłam się z lekka, że ja te wszystkie czynności robię dla siebie samej. Nie dla męża, kochanka, przyjaciółki, rodziców. Nie, dla SIEBIE! Bo to, że dbam o tych najbliższych to było dla mnie oczywiste i proste, ale o siebie tak, to już różnie bywało...

Szczęśliwa wyruszyłam z Justyną w trasę, długą, deszczowo-śniegową, ślizgą, wielogodzinną i wielokilometrową. Różnie było w trakcie, ale mówiłam do siebie różne miłe rzeczy i one równie miło na mnie działały. I choć miałam zapadane okulary i ograniczoną widoczność to poddałam się. Przestałam walczyć, że muszę widzieć gdzie idę. Bo albo poddam się drodze, albo ona mną zawładnie i popsuję sobie dzień. Szczęśliwie się udało.

Szczęśliwie widziałyśmy dziś pięknego dzika, który umykał swoją ścieżyną i nie w głowie mu były spotkania z dwiema niewiastami. Pewnie byłyśmy zbyt mokre na dłuższe pogaduchy. I szczęśliwa też byłam, kiedy w moich butach zrobiło się małe błotko (naprawdę, marzę o porządnym odzieniu na stopy, żeby były jeszcze szczęśliwsze). Dziś wszystko było łatwiejsze, choć pozornie trudniejsze się wydawać mogło. Nie wiem czy to szczęście tak mi przysłoniło wszelkie minusy, czy po prostu wolałam się skupiać na „szczęściu w nieszczęściu”? Droga znowu mnie uczyła pokory.

Jedno jest pewne, szczęśliwie wyrobiłyśmy "dniówkę" i ciepłymi środkami komunikacji miejskiej dotarłyśmy do domów. I nawet jeśli coś mnie boli, a jest tego troszkę, to jestem szczęśliwa, żywa, zdrowo zmęczona. Dla równowagi teraz leniwie obejrzę film, zalegnę na kanapce, wypiję aromatyczną kawę i będę robić nic, ciągle pozostając w zwykłym, niedzielnym szczęściu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Aloha! Niech ta przestrzeń posłuży Twojej duszy, Twojemu sercu i zachęci do bycia blisko siebie :-)