Jestem szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa i już tak mało
marudzę, narzekam, kręcę nosem... Jest mi coraz lżej z samą sobą, a kiedyś ledwo
siebie trawiłam… I dziś o poranku dotarło do mnie jak bardzo zwykłe jest to
szczęście. Jak jedno piętro konstrukcji mnie całej, łączy się z kolejnym i jak z
dnia na dzień powstaje coraz piękniejsza budowla.
Wstałam szczęśliwa chwilę przed 6 rano. Sokowirówka
zaburczała i wydała sok marchewkowo-buraczny. Maszyna została umyta. Potem
surówka z selera i jabłka. Tarka umyta. Potem zmiażdżone avocado i kanapki na
cały dzień, herbata w termos, ciepłe ubranie przygotowane. I nagle, po środku
tych wszystkich spraweczek odkryłam moje całe szczęście. Wzruszyłam się z lekka,
że ja te wszystkie czynności robię dla siebie samej. Nie dla męża, kochanka,
przyjaciółki, rodziców. Nie, dla SIEBIE! Bo to, że dbam o tych najbliższych to
było dla mnie oczywiste i proste, ale o siebie tak, to już różnie bywało...
Szczęśliwa wyruszyłam z Justyną w trasę, długą,
deszczowo-śniegową, ślizgą, wielogodzinną i wielokilometrową. Różnie było w
trakcie, ale mówiłam do siebie różne miłe rzeczy i one równie miło na mnie
działały. I choć miałam zapadane okulary i ograniczoną widoczność to poddałam
się. Przestałam walczyć, że muszę widzieć gdzie idę. Bo albo poddam się drodze,
albo ona mną zawładnie i popsuję sobie dzień. Szczęśliwie się udało.
Szczęśliwie widziałyśmy dziś pięknego dzika, który umykał
swoją ścieżyną i nie w głowie mu były spotkania z dwiema niewiastami. Pewnie
byłyśmy zbyt mokre na dłuższe pogaduchy. I szczęśliwa też byłam, kiedy w moich
butach zrobiło się małe błotko (naprawdę, marzę o porządnym odzieniu na stopy,
żeby były jeszcze szczęśliwsze). Dziś wszystko było łatwiejsze, choć pozornie
trudniejsze się wydawać mogło. Nie wiem czy to szczęście tak mi przysłoniło
wszelkie minusy, czy po prostu wolałam się skupiać na „szczęściu w
nieszczęściu”? Droga znowu mnie uczyła pokory.
Jedno jest pewne, szczęśliwie wyrobiłyśmy "dniówkę" i ciepłymi
środkami komunikacji miejskiej dotarłyśmy do domów. I nawet jeśli coś mnie
boli, a jest tego troszkę, to jestem szczęśliwa, żywa, zdrowo zmęczona. Dla
równowagi teraz leniwie obejrzę film, zalegnę na kanapce, wypiję aromatyczną
kawę i będę robić nic, ciągle pozostając w zwykłym, niedzielnym szczęściu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Aloha! Niech ta przestrzeń posłuży Twojej duszy, Twojemu sercu i zachęci do bycia blisko siebie :-)